• Weto Nawrockiego ws. podatku od wygranych – co to znaczy

    18 grudnia 2025 roku prezydent Karol Nawrocki wetował ustawę podnoszącą podatek od wygranych hazardowych z 10 do 15 procent. Decyzja oznacza, że gracze w legalnych kasynach internetowych nadal płacą niższą daninę od każdej wygranej – a operatorzy licencjonowani w Polsce zachowują przewagę kosztową nad podmiotami z szarej strefy. Weto prezydenta Nawrockiego dotyczy więc bezpośrednio stawki podatku od wygranych 10%, która pozostaje w mocy.

    Weto prezydenta może zostać odrzucone większością dwóch piątych głosów w Sejmie. Na razie żadna frakcja nie zapowiedziała przyspieszonego głosowania w tej sprawie. To zaskakujący polityczny manewr, który stawia Nawrockiego po stronie konsumentów i legalnego biznesu hazardowego, a przeciwko fiskalnej logice resortu finansów. Ministerstwo Finansów szacowało, że podwyżka przyniosłaby budżetowi dodatkowe 800 milionów złotych rocznie.

    Rzeczywistość polskiego rynku hazardu online jest jednak bardziej skomplikowana niż pojedyncza stawka podatkowa. Według szacunków branżowych około 40 procent rynku kasyn internetowych w Polsce należy do operatorów działających bez polskiej licencji hazardowej online. To oznacza, że blisko 83 procent polskich graczy posiada konta na nielegalnych platformach zagranicznych. Ta luka nie bierze się z przypadku.

    Dlaczego gracze uciekają do szarej strefy

    Legalne kasyno internetowe w Polsce – takie, które uzyskało zezwolenie Ministerstwa Finansów – podlega rygorystycznym regulacjom. Muszą blokować konta graczy z krajów objętych sankcjami, raportować każdą transakcję powyżej 15 tysięcy złotych i przede wszystkim odprowadzać 10-procentowy podatek od każdej wygranej. Operatorzy offshore, często zarejestrowani na Malcie, Curacao lub w Anjouan Offshore Authority, tego podatku nie płacą. Nie oferują też polskojęzycznej infolinii ani ochrony przed długami hazardowymi, ale kuszą wyższymi bonusami powitalnymi i mniejszą liczbą formalności. Szara strefa hazardu Polska wchłania kolejnych graczy właśnie dlatego.

    Weto Nawrockiego zmienia tę dynamikę tylko w niewielkim stopniu. Utrzymanie stawki 10 procent zamiast 15 oznacza, że legalne platformy mają teraz nieco więcej przestrzeni do konkurowania ceną. Dzięki wetu prezydenta legalne platformy, takie jak Jetton Casino, mogą oferować graczom atrakcyjniejsze warunki niż nielegalne zagraniczne serwisy, przynajmniej w zakresie wartości wypłat netto. W praktyce różnica między 10 a 15 procent podatku może oznaczać, że przy grze o stawkę 100 zł gracz w legalnym kasynie otrzyma 90 zł bez podatku, podczas gdy przy 15-procentowym podatku – tylko 85 zł. Dla częstego użytkownika to realna zmiana w budżecie rozrywkowym.

    Nie należy jednak przeceniać tego efektu. Gracze, którzy przyzwyczaili się do braku formalności, nieograniczonych wypłat oraz bonusów rzędu 200-300 procent depozytu, nie wrócą masowo do polskich serwisów tylko z powodu niższego podatku. Problem leży głębiej – w braku efektywnej egzekucji blokad, w opieszałości Krajowej Administracji Skarbowej (KAS) i w tym, że wiele zagranicznych platform celowo akceptuje polskich graczy, ignorując przepisy. Ustawa o grach hazardowych 2025 miała ten problem rozwiązać, ale weto prezydenta sprawiło, że zmiany są mniejsze niż zakładano.

    Prezydent graczem wyborczym – ale czy hazardowym?

    Polityczne kalkulacje Nawrockiego są dość czytelne. Podatek od wygranych dotyka bezpośrednio setek tysięcy osób, które regularnie obstawiają zakłady wzajemne internet czy grają w pokera online. Sejmowe głosowanie nad ustawą odbyło się w cieniu wyborów prezydenckich, które odbędą się w 2026 roku. Weto to sygnał: „nie będę podnosił podatków od przyjemności”. Stawka zakładu – tym razem politycznego – wynosiła 800 milionów złotych rocznego dochodu budżetu. Prezydent postawił na popularność wśród wyborców.

    Jednak dla branży hazardowej to jedynie krok w długiej grze. Kluczowe pytanie brzmi: czy polski system licencjonowania jest w ogóle w stanie konkurować z offshore? W krajach takich jak Wielka Brytania czy Szwecja wprowadzono system licencji z rygorystycznymi wymogami odpowiedzialnej gry hazardowej, ale też z jasnym podziałem rynku – legalni operatorzy mają monopol państwa hazard, a nielegalni są skutecznie blokowani na poziomie operatorów płatności. W Polsce blokady adresów IP są nieskuteczne – wystarczy zmiana serwera DNS lub użycie VPN. Blokady transakcji płatniczych też mają luki: gracze przelewają pieniądze fałszywymi przelewami o tytule „zwrot pożyczki” lub używają kryptowalut, na przykład opartych na TON Blockchain.

    Wydaje się, że szara strefa nie kurczy się od lat. Ministerstwo Finansów regularnie publikuje listę domen do zablokowania, ale nowe witryny powstają szybciej, niż urzędnicy nadążają z aktualizacjami. Dopóki polski regulator nie otrzyma realnych narzędzi – przede wszystkim uprawnień do nakładania kar na banki i dostawców płatności, które współpracują z nielegalnymi kasynami – weto prezydenta pozostanie gestem, a nie przełomem. Nawet Totalizator Sportowy, który ma monopol na część gier, nie jest w stanie zatrzymać tego odpływu graczy.

    Legalni operatorzy zyskują oddech – ale na jak długo?

    Operatorzy, którzy zdobyli polską licencję i płacą podatki, odetchnęli z ulgą. Dla nich utrzymanie 10-procentowego podatku to różnica między cienką marżą a minimalnym zyskiem. Wiele legalnych kasyn i bukmacherów notuje straty operacyjne już przy obecnej stawce, bo koszty marketingu i licencji są wysokie, a baza klientów wciąż ograniczona do graczy, którzy nie chcą ryzykować problemów prawnych. Konkurencyjność rynku hazardowego wisi na włosku.

    W tej sytuacji każdy legalny podmiot ma przewagę cenową w stosunku do szarej strefy – bo może legalnie reklamować się w mediach, organizować wydarzenia i korzystać z bankowości, w tym z systemu BLIK. Dzięki wetu prezydenta ta przewaga nie została zniwelowana. Ale konkurencja z offshore nadal opiera się na oferowaniu niższych podatków lub wręcz ich braku. Polscy gracze, którzy regularnie korzystają z witryn spoza listy MF, zwykle nie zgłaszają wygranych. W praktyce nie płacą żadnego podatku – dopóki urząd skarbowy nie zainteresuje się ich kontem bankowym.

    Gdzie w tym całym obrazie mieści się obecność rynku hazardowego w książkowym Krakowie? Można by rzec, że zarówno wydawcy książek, jak i operatorzy gier hazardowych muszą mierzyć się z wyzwaniem szarej strefy – piractwo cyfrowe i nielegalne kasyna rozwijają się na tych samych mechanizmach: łatwości dostępu, braku konsekwencji i słabości egzekucji prawa. Weto prezydenta to drobny sukces legalności, ale prawdziwą bitwę stoczy się dopiero wtedy, gdy polskie instytucje nauczą się szkodzić nielegalnym, nie tylko podnosić podatki. Minister Andrzej Domański z pewnością ma w tej sprawie własne zdanie, ale na razie Kancelaria Prezydenta RP wygrała tę rundę.

    Czy kolejna ustawa o grach hazardowych – może za rok, może za dwa – podniesie stawkę do 15 procent? A może Sejm RP przepchnie weto Nawrockiego, gdy polityczny kalendarz pozwoli? Na razie gracze i operatorzy legalni mają czas odetchnąć. Ale dla tysięcy polskich użytkowników zagranicznych kasyn stawka podatku pozostaje abstrakcją – dopóki nikt nie zapuka do drzwi.